Nie spodziewajcie się technologicznych fajerwerków, pościgów zatłoczonymi ulicami, gęstego ostrzału z każdej możliwej palnej broni, albo krwawego mordobicia. W "Verze" przyjemność czerpie się z dialogów, rozwiązywania krok po kroku kryminalnej zagadki i specyficznego, momentami iście wisielczego humoru. Od 9 grudnia co tydzień w Ale kino+ o godz. 20:10 kolejne śledztwa w premierowym sezonie brytyjskiego kryminału „Vera”. Jednego z moich ulubionych. 

 

Moją słabość do brytyjskich kryminałów - nie tylko zresztą odcinkowych, i nie tylko do oglądania, bo dotyczy to również literatury - być może już znacie. Nie ukrywam jej ani przy okazji codziennych wydań Polecaja TV, ani przy okazji kolejnych do Polecaja dodatków. I nawet nie mam zamiaru udawać, że moja ocena ma jakieś cechy obiektywizmu. Otóż nie ma. Co nie przeszkadza mi spróbować Was gorąco namówić na spotkanie z niesamowitą panią detektyw Verą Stanhope w szóstym sezonie odcinkowego kryminału "Vera" w Ale kino+ w kilka najbliższych piątków, zawsze o godz. 20:10. I uspokajam tych, którzy nie znają poprzednich serii, można wejść w tę opowieść w każdym momencie, i dać się wciągnąć w kolejne śledztwa pani Very. A każdy odcinek, to pełna prawie półtoragodzinna fabuła.

Mistrzostwo autorów serialu i występującej w roli głównej Brendy Blethyn polega między innymi na tym, że główną bohaterką jest pani komisarz, w której pozornie nie ma nic ciekawego. Przecież nawet nie udało się zrobić fotosów, którymi można zachwycić potencjalnych widzów. Ale to pozór bardzo zwodniczy. Bo serial i jego autorzy dowodzą, że nie trzeba kombinować i dodawać bohaterom nadludzkich zdolności czy niezwykłych cech charakteru, żeby serial kryminalny mógł dobry być, i wciągać. I to właśnie dlatego, pani Vera zrobyła popularność i niesamowitą sympatię w tak wielu miejscach na świecie. Może po prostu szukamy normalności, zwykłości i szczerości. Może.

Ale oczywiście - w końcu to kryminał - najważniejsze są śledztwa i to jak pani Vera ze swoim zespołem dochodzi do ich skutecznego zamknięcia. I nie spodziewajcie się technologicznych fajerwerków, pościgów zatłoczonymi ulicami, gęstego ostrzału z każdej możliwej palnej broni, albo krwawego mordobicia. W "Verze" przyjemność czerpie się z dialogów, rozwiązywania krok po kroku kryminalnej zagadki i specyficznego, momentami iście wisielczego humoru.

A wszystko to w niesamowitych okolicznościach przyrody hrabstwa Northumberland nad morzem Północnym. Byłem tam, i na własne oczy widziałem, więc gwarantuję, że nie kamery nie muszą bardzo upiększać okolicy, szukać wyjątkowego światła żeby ujęcia bądź podnosiły ciśnienie i wprowadzały niepokój, bądź dawały chwilę oddechu. To wszystko tam jest. Chociaż jest też sporo wiatru i deszczu, które lepiej sprawdzają się w telewizorze, niż w realu.

Kim jest tytułowa Vera Stanhope? Otóż jest inspektorką pracującą w wydziale kryminalnym w niewielkim miasteczku wspomnianego wyżej hrabstwa. Jest zwyczajną, mało efektowną - przepraszam za tę być może zalatującą seksizmem uwagę - kobietą mało dbającą o swoją powierzchowność i odzienie kobietą, której sensem życia jest praca. A jedyną słabością, dobre ciacho. Jest pryncypialna, pozornie oschła i bardzo kategoryczna, ale również lojalna wobec swoich współpracowników. Ale przede wszystkim jest bardzo przenikliwa i skuteczna. A grająca ją Brenda Blethyn była dwa razy nominowana do Oscara, za role w "Sekrety i kłamstwa" i "O mały głos". Verę Stanhope odnaleźć możecie też w powieściach Ann Cleeves, która postać tę wymyśliła, i zainspirowała twórców serialu.

A co w tym sezonie spotka naszą Verę? Zacznie od próby rozwiązania sprawy morderstwa 56-letniej kobiety, której ciało, na dzikich i odludnych torfowiskach odkryła młoda dziewczyna mieszkająca w okolicy. Najpierw trzeba dowiedzieć się kim była zamordowana, potem komu mogło zależeć na jej zejściu, a na koniec tego kogoś złapać i przekazać dalej.

To trzeba zobaczyć! 

 

Wszystkie Codzienne Polecaje znajdziecie w dziale "Polecaj Codzienny"