Przy premierze pierwszej serii dawałem się nabierać przez ładnych kilka tygodni, bo z uporem godnym lepszej sprawy chciałem wierzyć, że tu o coś chodzi. Po jakimś czasie zorientowałem się, że serial jest tylko rewelacyjnie skonstruowanym niczym. Jego rewelacyjność polegała na tym, że tak był szyty, że koniec każdego odcinka zapowiadał przełom. I co prawda każdy początek kolejnego odcinka złudzeń mniej pozbawiał, to jednak z całkiem sporą grupą widzów dawałem się nabierać. Teraz pewnie też DAM IM SZANSĘ, CHOCIAŻ PEWNIE ZNOWU OBIECUJĄ COŚ, CZEGO NIE MAJĄ. 
Od dzisiaj w HBO drugi sezon "Pozostawionych". 

Zrozumiałe więc, że do serii drugiej podchodzę z daleko idącą rezerwą. Ale po obejrzeniu pierwszego odcinka znowu dam im szansę.
Przypominam, że poszło o to, że nagle ze świata znika 2 proc. ludności. Jakieś 140 milionów osób. Zniknęli i już, nie ma. I tak zostali do tego zniknięcia dobrani, że każdej na świecie to dotknęło w mniejszym lub większym zakresie rodzinę. Pozostali starali się więc odnaleźć w nowej rzeczywistości. I radzili/radzą sobie z tym na bardzo różne sposoby. No bo takie zniknięcie co pięćdziesiątego człowieka (w różnym wieku, różnego wyznania, rasy i tzw. statusu społecznego) można różnie interprtetować. A to, że do piekła poszli, albo przeciwnie, że to byli wybrańcy. I każda interopretacja będzie miała swoje konsekwencje, bo jeśli ci zniknięci zostali wybrani, to czy ci pozostawieni gorsi są jacyś i przeznaczeni na śmierć w ogniu spektakularnego końca świata? A może świat został oczyszczony ze złych ludzi, z tych, którzy mogli świat ten zniszczyć. Ale czy to oznacza, że zostali sami "dobrzy ludzie"? Wszystko jest możliwe. Ludzie więc radzą sobie z żałobą i zniknięciami na swój sposób. Każdy inaczej przechodzi traumę. Niektórzy na przykład jarając na potęgę. Ale nie chce mi się opowiadać całego sezonu. Zresztą dla drugiego ma on znaczenie, którego nie trzeba przeceniać. 

Premiera pierwszego sezonu była wielkim telewizyjnym wydarzeniem. Pomysł, zaczepienie fabularne było po prostu rewelacyjne. A potem - jak mi się wydaje - filmowcy zastanawiając się jak to rozwiązać, jak wyjaśnić, grali sobie na czas udając, że jest w tym jakaś myśl głębsza i do czegoś to wszystko prowadzi. W końcu nie wpadając na żaden rozsądny pomysł, zakończyli tak, żeby można było jeszcze się zastanowić i wyjaśnić w serii drugiej. Bo - ku mojemu wielkiemu zdziwieniu - serię drugą zdecydowano się zrealizować.

W tej serii przenosimy się do miejsca w Teksasie, w którym nie zniknął nikt, co oczywiście uznane zostało za cud. Do miasteczka przyjeżdżają wycieczki i pielgrzymki. Ogrodzone jest miasteczko, żeby dzikich lokatorów nie przybywało, bo przecież to miejsce niemal święte i pół świata chciałoby się tu przenieść, żeby nie zniknąć. I do tego właśnie miasteczka przenosi się akcja serialu i kilkoro ze znanych wcześniej bohaterów, Na przykład pan pastor i pan szeryf z rodzinami. I oczywiście jest tajemniczo, i rzecz jasna masa dziwnych widzimy zachowań i niedopowiedzeń. Jest też... No, ale to już sami zobaczyć musicie. 

Intuicja podpowiada mi, że będzie to seria lepsza od pierwszej, ale z drugiej strony, ta sama intuicja podpowiadała, że "Prokurator" w końcu rozkręci się na dobre, więc trochę przestaję jej ufać. W każdym razie: ZNOWU DAM IM SZANSĘ, CHOCIAŻ PEWNIE ZNOWU OBIECUJĄ COŚ, CZEGO NIE MAJĄ.

HBO godz. 22:00, HBO 2 godz. 23:50
Pozostawieni 2 (The Leftovers 2) (1/10) - serial obyczajowy, USA 2015, reż. Mimi Leder, wyk. Justin Theroux, Amy Brenneman, Margaret Qualley, Chris Zylka (60 min)

A niecierpliwi odcinki premierowe mogą oglądać już w każdą niedzielę o godz. 3:00 w nocy.